Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi starszapani z niewielkiej wsi pod Poznaniem. Z Bajkstatem wykręciłam do tej pory bagatela 59092.11 kilometrów. W terenie bujam się mało i tyle w temacie. Jeżdżę z oszałamiającą prędkością średnią 18.58 km/h i się wcale nie chwalę bo i nie ma czym.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl

Wykręcone przed BS:
2011: 5009,92 km,
2010: 4070,83 km
rainbow toursStatystyki zbiorcze na stronę
mapa olkuszaPogoda w Polsce na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy starszapani.bikestats.pl
Wpisy archiwalne w kategorii

50-100 km

Dystans całkowity:5731.27 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:319:31
Średnia prędkość:17.19 km/h
Maksymalna prędkość:66.21 km/h
Suma podjazdów:9062 m
Liczba aktywności:85
Średnio na aktywność:67.43 km i 3h 53m
Więcej statystyk
Dane wyjazdu:
55.52 km 0.00 km teren
02:55 h 19.04 km/h:
Maks. pr.:30.29 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Delfinka

Wkoło komina.

Niedziela, 29 stycznia 2017 · dodano: 13.02.2017 | Komentarze 0

Pierwsza jazda na Delfince w tym roku :)
Kategoria 50-100 km


Dane wyjazdu:
53.20 km 0.00 km teren
04:20 h 12.28 km/h:
Maks. pr.:27.84 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:152 m
Kalorie: kcal
Rower:Czesia

Zimowo z Eranis.

Piątek, 6 stycznia 2017 · dodano: 13.02.2017 | Komentarze 0

Kategoria 50-100 km


Dane wyjazdu:
58.60 km 0.00 km teren
03:34 h 16.43 km/h:
Maks. pr.:43.32 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Czesia

Wkoło komina z Eranis :)

Sobota, 10 grudnia 2016 · dodano: 13.12.2016 | Komentarze 1



Dane wyjazdu:
51.34 km 0.00 km teren
03:08 h 16.39 km/h:
Maks. pr.:37.14 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:200 m
Kalorie: kcal
Rower:Czesia

Wkoło komina.

Sobota, 3 grudnia 2016 · dodano: 07.12.2016 | Komentarze 0

Kategoria 50-100 km


Dane wyjazdu:
52.75 km 0.00 km teren
02:44 h 19.30 km/h:
Maks. pr.:30.79 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy: m
Kalorie: kcal
Rower:Czesia

Wkoło komina.

Niedziela, 6 listopada 2016 · dodano: 23.11.2016 | Komentarze 0



Dane wyjazdu:
71.06 km 0.00 km teren
h km/h:
Maks. pr.:0.00 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:280 m
Kalorie: kcal
Rower:Czesia

Wkoło komina.

Sobota, 8 października 2016 · dodano: 08.10.2016 | Komentarze 0

Kategoria 50-100 km


Dane wyjazdu:
62.76 km 0.00 km teren
02:46 h 22.68 km/h:
Maks. pr.:39.28 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:314 m
Kalorie: kcal
Rower:Delfinka

Wkoło komina.

Sobota, 13 sierpnia 2016 · dodano: 28.08.2016 | Komentarze 0

Kategoria 50-100 km, Szosa


Dane wyjazdu:
82.79 km 0.00 km teren
06:09 h 13.46 km/h:
Maks. pr.:57.76 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1073 m
Kalorie: kcal
Rower:Delfinka

LOVEly sLOVEnia - dzień 8.

Sobota, 6 sierpnia 2016 · dodano: 16.08.2016 | Komentarze 5

Budzik nastawiam na 6 ale gdy się budzę słyszę padający deszcz. Leżymy w namiotach do 7 czekając aż przestanie padać. W końcu przestaje a pierwszy rzut oka na niebo pozwala nawet zaryzykować stwierdzenie, że czeka nas kolejny ładny i bardzo ciepły dzień :) Zwijamy się dwie godziny później i na śniadanie fundujemy sobie podjazd, który wczoraj na szczęście odpuściłyśmy. Na szczęście , gdyż miałybyśmy problem ze znalezieniem odpowiedniego miejsca do spania. Podoba mi się ta droga, która wije się uroczo pomiędzy pagórami. Po dłuższej chwili wjeżdżamy do Doliny Sopota gdzie robimy krótki postój, żeby uwiecznić na fotografii wodospad Susjek.



Fajny, wąziutki asfalcik powoli przechodzi w szuter dobrej jakości, który ciągnie się ok. 5 km. Kwintesencją podjazdu jest za to fajowy zjazd drogą 417 do miejscowości Smartno. Tam udaje nam się trafić na lokalny ślub. Robimy postój w kawiarni i obserwujemy zakończenie ceremonii, serwując sobie przy okazji kawę i ciasteczka :) Dalej mamy znowu podjazd, na którym wyprzedza mnie Kot i zjazd, na którym ja wyprzedzam Kota.



Na ostatnim podjeździe zatrzymujemy się na fotkę panoramy Ljubjlany a po zjeździe do samego miasta - jeszcze na obowiązkowe zdjęcie pod tablicą z nazwą miasta. Wjazd do stolicy Słowenii jest bardzo spokojny - tutaj wielki ukłon w stronę Marzenki, która świetnie zaprojektowała tę trasę.



Kolejne godziny aż do wieczora spędzimy w Ljubljanie. Mamy czas na jedzenie, spacery, zdjęcia, pamiątki, pocztówki.... Zaczyna mi się robić smutno na duszy bo jest to przedostatni dzień naszego wyjazdu :( Jak to się mówi - wszystko co dobre szybko się kończy. W tym przypadku, zdecydowanie za szybko....



Z miasta wyjeżdżamy dość późno (oczywiście z zakupami i zapasami wody) i rozbijamy się na kilka km od centrum na (chyba) ogródkach działkowych ;D Czuję w związku z tym pewien dyskomfort ale szefowej się podoba więc i mi musi :D W końcu pierwszą noc na tym wyjeździe śpię jak zabita :)

Zdjęcia.

Trasa:


cdn.

Dane wyjazdu:
73.19 km 0.00 km teren
04:04 h 18.00 km/h:
Maks. pr.:66.21 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:660 m
Kalorie: kcal
Rower:Delfinka

LOVEly sLOVEnia - dzień 7.

Piątek, 5 sierpnia 2016 · dodano: 16.08.2016 | Komentarze 6

Dzisiejszy poranek jest mokry i dość chłodny. Przydaje mi się w końcu zimowa puchówka (tak tak, zabrałam do ciepłych krajów zimową kurtkę i decyzji swej kilka razy nie żałowałam :D). Na namiotach mamy pełno ślimaków - obrzydlistwo. Do tej pory nie mogę przeżyć śladów śluzu na tropiku. Prognozy na dzisiaj są niestety kiepskie, co potwierdzają również informacje od znajomych z Polski. Od 11 ma lać aż do jutra. Dzień jednak zapowiada się niezwykle piękny i chociaż trudno nam uwierzyć w prognozy profilaktycznie zmieniamy (a w zasadzie Marzenka) trasę tak, by w razie załamania móc się ewakuować pociągiem. Na wylocie z Mariboru mija nas dziadek na szosie - siadamy mu na koło ale ja (w przeciwieństwie do Kota) szybko odpadam, za to pokazuję na co mnie stać na niewielkim zjeździe ;) Sama trasa widokowo nie zachwyca ale za to możemy delektować się podjazdami i zjazdami po 10-12%. Suchym kołem udaje nam się dojechać do Poljcane gdzie sprawdzamy połączenia kolejowe do Lubljany i fundujemy sobie przerwę kawową (lody, piwo, spaghetti i lody).  W międzyczasie sprawdzam w internecie prognozy - deszcze przewidywane są dopiero na 14 więc przez Słoweńską Bystrzycę, w której podziwiamy między innymi tamtejszy zamek udajemy się w kierunku Sentjur.



Tam robimy dłuższą przerwę w markecie zastanawiając się do dalej - z jednej strony prognozy przewidują ulewy, z drugiej - niebo jest całkiem czyste i nic nie zapowiada się na pogorszenie. Mamy tutaj burzę mózgów tym bardziej, że dalsza droga prowadzić może bardzo ruchliwą krajówką. Ostatecznie decydujemy się wsiąść w pociąg i ominąć ten nieprzyjemny kawałek. Przyjemność ta kosztuje nas 3,44E za osobę i 3,40E za rower. Wysiadamy w dziwnej miejscowości Zidani Most. Jest to duży węzeł kolejowy ale poza nim i ciekawym mostem - nic tu nie ma.



Przez zielony most w Radece (na którym notabene robimy sobie sesję zdjęciową) docieramy do miasteczka, gdzie robimy zakupy na noc i uzupełniamy wodę.



Dość szybko się zwijamy ponieważ jest już dość późno a przed nami długi podjazd i w związku z tym postanawiamy za miastem poszukać miejscówki na nocleg. Udaje nam się to 10 km dalej w wiosce Zagrad. Miejscówka jest świetna, chyba najlepsza na tym wyjeździe. Rozbijamy namioty, idę się kąpać, a gdy zaczynamy gotować makaron zrywa się wichura i dość szybko zaczyna lać....

Zdjęcia

Trasa:


cdn.

Dane wyjazdu:
60.75 km 0.00 km teren
04:39 h 13.06 km/h:
Maks. pr.:56.18 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1379 m
Kalorie: kcal
Rower:Delfinka

LOVEly sLOVEnia - dzień 2.

Niedziela, 31 lipca 2016 · dodano: 09.08.2016 | Komentarze 13

Po niestety kiepskiej nocy budzę się półprzytomna. Na domiar złego moja kuchenka jakoś odmawia mi współpracy. Na szczęście Marzenka jest już na nogach - gotuje mi kawę i jednocześnie zakomunikowuje radośnie, że udało jej się jeszcze raz rozebrać rower i poskładać stery do kupy. Ufff.....jak dobrze.... :) Nie śpieszymy się zbytnio ze zwijaniem namiotów, w końcu jesteśmy na wakacjach i nie mamy zamiaru realizować jakiegoś szaleńczego planu. Na wszystko musi być czas - na kawkę, makijaż czy manicure :) 

Ruszamy chwilę po 8 nad ranem i kierujemy się w stronę przepięknej i niewielkiej miejscowości Bled z uroczym jeziorem, zamkiem i słynnym kościołem na wyspie na jeziorze. Upał zaczyna nam bardzo szybko doskwierać. Z chęcią bym wskoczyła do zimnej wody ale na to akurat czasu nie mamy. Mamy natomiast czas na obowiązkową sesję zdjęciową, na kawę i lody w nadjeziornej kawiarence i zakupy w pobliskim sklepie. 



Nie chce mi się nigdzie ruszać. Najchętniej spędziłam cały dzień siedząc z tyłkiem w jeziorze ale szefowa nie ma nade mną litości ;) Jedziemy :) 
Większość trasy jest płaska ale już na pierwszym pagórku przed miejscowością Kocna czuję, że z tymi wszystkimi gratami lekko pod górkę mi nie będzie za to na zjazdach będę się mogła wyszaleć ;) Droga wije się uroczymi dolinami wzdłuż rzeki Sawa. Na niewielkim mostku robimy krótki postój na zdjęcia.



W dalszą drogę udajemy się już boczną drogą i drogą rowerową D-2 do miasteczka Krajnska Gora. Tam kręcimy się nieco dłużej w poszukiwaniu pamiątek i kierujemy się na podjazd na przełęcz Vršič (1611 m n.p.m.), która jest najwyższym punktem fantastycznej widokowo drogi łączącej doliny Sava Dolinka i Soča.



Podjazd daje mi ostro w kość, częściowo robię go więc zygzakiem a ze 2-3 razy muszę kawałek podprowadzać rower. Dodatkowo irytuje mnie spory ruch aut - nic dziwnego - jest weekend i cała masa turystów pcha się w góry. Na nasze nieszczęście wkrótce zaczyna się psuć pogoda. W powietrzu czuć burzę, która w końcu dopada nas na wysokości nieco ponad 1300 w pobliżu schroniska Tonkina Koca.



Miejsce jest niezwykle urokliwe. W środku siedzi już parę osób a kolejni przemoknięci turyści szukają tutaj schronienia. Zastanawiamy się dłuższą chwilę co w takich okolicznościach robić - do szczytu mamy bowiem ok. 300 m a potem czeka nas szaleńczy zjazd. Za oknem natomiast leje deszcz i nic nie zapowiada się na poprawę pogody. Prognozy pogody w internecie na wieczór i kolejny dzień są beznadziejne, co potwierdza jeszcze obsługa schroniska. Zapada więc decyzja - jeżeli są wolne miejsca - zostajemy na nocleg. Jeżeli nie - wtedy będziemy się martwić co dalej zrobić. Jak się okazuje, w schronisku jest wiele wolnych miejsc - dostajemy wieloosobowy pokój, w którym jednak jesteśmy same. Mamy też możliwość wzięcia prysznica, posmakowania lokalnych specjałów i poprawę manicure ;) I gdy tak sobie siedzimy w ciepełku - mimo niesprzyjających prognoz - przestaje padać. Nie wypada nam jednak rezygnować z pokoju gdy się zdeklarowałyśmy, poza tym zjazd z przełęczy po bardzo mokrym asfalcie i z bagażem byłby zwyczajnie niebezpieczny. Postanawiamy więc zostać w schronisku i z samego rana - w zależności od tego co się będzie działo za oknem - zaatakować przełęcz. I to, jak się później okazało, była bardzo decyzja a zjazd okazał się całkiem przyjemny :)

Mimo wygód i eleganckich warunków kolejną nockę mam z głowy a problemy ze snem będę mieć już (niestety) do końca wyjazdu. 

Zdjęcia.

Trasa:

cdn.


;