Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi starszapani z niewielkiej wsi pod Poznaniem. Z Bajkstatem wykręciłam do tej pory bagatela 59092.11 kilometrów. W terenie bujam się mało i tyle w temacie. Jeżdżę z oszałamiającą prędkością średnią 18.58 km/h i się wcale nie chwalę bo i nie ma czym.
Więcej o mnie.

button stats bikestats.pl

button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl
button stats bikestats.pl

Wykręcone przed BS:
2011: 5009,92 km,
2010: 4070,83 km
rainbow toursStatystyki zbiorcze na stronę
mapa olkuszaPogoda w Polsce na stronę

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy starszapani.bikestats.pl
Dane wyjazdu:
126.19 km 0.00 km teren
06:53 h 18.33 km/h:
Maks. pr.:77.25 km/h
Temperatura:
HR max: (%)
HR avg: (%)
Podjazdy:1034 m
Kalorie: kcal
Rower:Delfinka

LOVEly sLOVEnia - dzień 5.

Środa, 3 sierpnia 2016 · dodano: 11.08.2016 | Komentarze 8

Kolejna pobudka o godzinie 6. Tradycyjnie już, po kiepskiej nocce (najpierw jakiś kozioł ryczał pod namiotem a potem dziki nam się kręciły) ledwo wyłażę z namiotu. Marzenka jeszcze pół godziny smacznie śpi. Zwijamy się dopiero o 8. Pogoda od samego rana jest super - ciepło, słonecznie i bez wiatru. Pierwszy odcinek jest dość płaski, ale na pierwszym, niewielkim cycku jak zwykle już zostaję w tyle. Potem mamy już wspaniały zjazd aż do samej miejscowości Dvor i tutaj od razu znikam Marzenie z oczu. Juhuuuu !!! Ale tutaj są fantastyczne zjazdy, żyć nie umierać. Już się nawet nie zatrzymuję na tych zjazdach na fotki tylko pruję przed siebie dodatkowo jeszcze dokręcając korbą, jak małe dziecko ;)



W Dvorze fundujemy sobie kawę. Przerwę tę wykorzystuję na zrobienie przepierki ciuchów, które później wiozę cały dzień susząc na sakwie galoty, skarpety i inne przyodziewki ;) Jedzie się bardzo przyjemnie - droga jest płaska i wiedzie urokliwymi dolinkami wśród przepięknych gór. Powoli zaczynają się tereny rolnicze, mimo tego charakteru, nadal urokliwe ze względu na widok gór na horyzoncie. 



Dłuższą chwilę poświęcamy na rzut okiem na Novo mesto i kierujemy się boczną drogą na Leśnicę gdzie wrzucam najszybszy bieg uciekając przed 4-osobowym peletonem. Nawet udaje mi się wycisnąć 3 dychy ale chłopcy szybko mnie łykają a ja sama szybko opadam z sił. Jednak co pocisnęłam z tymi walizami to moje ;) Bocznymi drogami docieramy do zamku Otočec, położonego nad rzeką Krka. Ten średniowieczny zamek (wzniesiony w XIV wieku) usytuowany jest na malowniczej wysepce a w jego murach mieści się obecnie hotel i restauracja. Miejsce jest przepiękne, czas nas nie goni więc robimy kilka zdjęć i rozsiadamy się nad rzeką, żeby coś zjeść.



Zwijamy się po godzinie z haczykiem. Upał zaczyna niesamowicie nam doskwierać, ale że droga jest nadal płaska to jakoś nam ta jazda całkiem zgrabnie wychodzi. W dupsko dostaję na podjeździe przed miejscowością Mokronog. Na szczęście za podjazdem czeka mnie znowu zjazd, na którym jak zawsze odżywam :D W Mokronogu robimy przerwę na colę i lody i kierujemy się na Sevnicę. Tam, na stacji paliw znowu robimy postój. Jest czas na uzupełnienie płynów i kalorii. Niestety Kota zaczyna boleć brzuch a przed nami 10 km podjazdu (chociaż na szczęście w przeważającej części - łagodnego, chociaż z ciężką końcówką). Żeby jakoś odwrócić uwagę Marzeny od bolącego żołądka puszczam na cały regulator MP3, ale Marzence moja muzyka się nie podoba :P. Nie podoba jej się nawet jak śpiewam hity power metalowe czy disco polo !!! A ja się tak staram :P No nie dogodzisz babie ;)



Na samym szczycie czeka nas niemiła niespodzianka - chciałyśmy na noc uzupełnić płyny w bidonach na tamtejszej stacji paliw ale stacja niestety jest zamknięta na cztery spusty. Wspaniałe widoki ze wzniesienia trochę nam ten fakt rekompensują. Warto dla nich było wypocić hektolitry potu ;) Zaczynam się jednak trochę niepokoić ponieważ z mapy wynika, że już przez żadną większą miejscowość nie będziemy przejeżdżać a w słoweńskich wioskach albo nie ma sklepów albo zamykają je po 18-19. Nic to. Nie mamy wyjścia. Trzeba jechać dalej, a ponieważ czeka nas elegancki zjazd to humor od razu mi powraca. Gdy zza zakrętu widzę przed sobą długą prostą puszczam hamulce, podkręcam korby i niech się dzieje wola nieba - osiągam maksymalną prędkość 77,25 km/h. Yeah !!! I od razu człowiek czuje, że żyje :D



W jednej wiosce postanawiamy poprosić jakiś gospodarzy o wodę. Wbijamy na podwórko jednej posesji, pukamy do drzwi ale nikt nam nie otwiera. Tankujemy więc bidony z kranika obok, mając nadzieję, że właściciele posesji nas nie nakryją. W następnej wiosce trafiamy z kolei na otwarty bar (nawiasem mówiąc w prawie każdej wiosce nawet jak nie było sklepu spożywczego to były kawiarnio-bary, w których można było dostać kawę, piwo i wodę), w którym kupuję dla nas piwko Laško a od pani barmanki dostaję nawet 4 kawały własnoręcznie pieczonego chleba i to nawet o niego nie prosząc. Jednym słowem - gdzie diabeł nie może tam starszą pośle ;) Z tymi zapasami zaczynamy szukać miejsca na nocleg. Udaje nam się znaleźć całkiem zgrabną miejscówkę kilka km za miejscowością Dobje i tym razem znowu nad strumykiem :)

Zdjęcia.

Trasa:

cdn.




Komentarze
lipciu71
| 12:47 środa, 17 sierpnia 2016 | linkuj 77,25km/h? - zazdroszczę!!!
Trollking
| 20:13 wtorek, 16 sierpnia 2016 | linkuj Z tymi przyśpiewkami i Twoim gustem muzycznym mogłybyście razem stworzyć jakiś Sabaton 2 :)
starszapani
| 19:54 wtorek, 16 sierpnia 2016 | linkuj Trollking - no cóż tu rzec. Moje preferencje muzyczne są niezwykle różnorodne ale Kotu wcale tak łatwo nie dogodzisz. Rzeczona za to raczyła mnie żołnierskimi przyśpiewkami czego moje uszy znieść nie mogły także sumarycznie wyszło po równo :D
Michuss - w niedalekiej przyszłości nie omieszkam odpytać z zadanego materiału ;)
michuss
| 12:55 wtorek, 16 sierpnia 2016 | linkuj Do zapamiętania - nie sikać przed zjazdem! :P
Trollking
| 19:37 niedziela, 14 sierpnia 2016 | linkuj Hity power metalowe i discopolowe są sobie bardzo bliskie :)
starszapani
| 17:31 sobota, 13 sierpnia 2016 | linkuj Jurek - będę pamiętać na przyszłość. Jak pojadę w góry to obciążę sobie bidony :D Zjazdy były moje :D
Kot - dzięki wielkie ale jak zacznę Ciebie przeganiać na podjazdach to dopiero wtedy będę z siebie zadowolona ;)
Kot
| 19:01 czwartek, 11 sierpnia 2016 | linkuj Umiesz i nie boisz się zjeżdżać. Pełen podziw!
Jurek57
| 18:48 czwartek, 11 sierpnia 2016 | linkuj Onegdaj na tour de france kolarze na zjazdach "tankowali" do pełna bidony ołowianym śrutem !
(kilka kilogramów) ! By obciążeni szybciej zjeżdżać !!! Grawitacja.
Że swoimi "klamotami" poszłaś po rekord jak oni !
Gratulacje !
Komentować mogą tylko znajomi. Zaloguj się · Zarejestruj się!
;